NASZ CHLEB POWSZEDNI


Witajcie Drodzy Czytelnicy naszej strony!
Zastanawiałam się co chcę uczynić moim pierwszym tematem i szybko doszłam do wniosku, że chcę, żeby był nim chleb. Nasz chleb powszedni… Rodzi tak wiele bliskich skojarzeń i jest wręcz symbolem.
Jeszcze 10 lat temu nie sądziłam, że będę przed nim ostrzegać. Jest to przykre, ale lepiej znać gorzką prawdę, niż jej nie znać, a więc…
Aby wyczerpująco napisać o chlebie trzeba zacząć od początku, czyli od ziarna.
Z jakich ziaren najczęściej powstaje chleb? Z pszenicy, oczywiście…
Pamiętam tak wiele wakacji z mojego dzieciństwa spędzonych na wsi (w woj. tarnowskim wg. dawnego podziału województw), gdzie jeździłyśmy z siostrą do babci. Te obrazy zostaną we mnie do końca życia. Wspominam drogę jeszcze „po rosie”- raniusieńko (nocowałyśmy u dalszej rodziny) i witało nas piękno polskiej wsi: zawsze skowronek ze swoją piosenką, czasami odgłos ostrzałek i pola ze złotymi kłosami pszenicy poprzetykane główkami maków, bławatków, potem łąka z trawą, na której pasły się łaciate krowy, wokół pełno ich placków, kilka tajemniczych wierzb wzdłuż rzeki a dalej znów, falujące czasem na wietrze, łany zbóż…
Tylko, że teraz to już nie jest taka sama pszenica, przynajmniej na wielu hektarach polskich pól..
Pamiętam, że chciałyśmy brać udział w żniwach. Dorośli zmartwieni, że dzieci będą przeszkadzać, ale wujek sprawdza jeden powróz, drugi – mocno skręcone i snopki dobrze trzymają, a my miałyśmy satysfakcję. Chyba chciałyśmy udowodnić, że mieszczki też potrafią pracować. Trudno powiedzieć czy więcej robiłyśmy zamieszania czy pomagałyśmy, ale mogłam w tym skwarze doświadczyć, że praca na wsi jest na prawdę ciężka.
Po latach, gdy coraz bardziej zgłębiam temat przypominam sobie te pierwsze zasłyszane przeze mnie rozmowy, które prowadzili ze sobą gospodarze i gospodynie: o nowym zbożu „pszenżycie”, które daje lepsze plony. Ci spracowani ludzie cieszyli się, że za tyle samo wysiłku zbiorą więcej ziarna. Czy można się im dziwić?
Jednak medal ma zawsze dwie strony, czy, jak kto woli, kij ma dwa końce.
Można założyć, że na początku intencje były dobre: ograniczyć głód na świecie.
W 1943 roku Fundacja Rockefellera we współpracy z rządem Meksyku rozpoczęli program badawczy. Rząd meksykański chciał doprowadzić kraj do rolniczej samowystarczalności. Klimat tego kraju sprzyjał uzyskiwaniu nowych odmian zapewniając dwa sezony w roku do uprawy zbóż. Program szybko się rozwijał i przynosił zadziwiające efekty: do 1980 roku powstały tysiące nowych odmian pszenicy, z których te najbardziej wydajne, zaczęto uprawiać na całym świecie. Jednak intensywne nawożenie azotem zaowocowało kłosami o tak dużych rozmiarach, że łamały pod swym ciężarem źdźbła. Ale przecież genetycznie wszystko można „załatwić”. Biorący udział w programie genetyk Norman Borlaug „stworzył” pszenicę karłowatą o grubej i krótkiej łodydze. Z punktu widzenia twórców programu miała same zalety: bardzo wydajna, szybko dojrzewa, zużywa mniej nawozu (dla swej „bezużytecznej słomy”). Czyli już nie falujące łany a sterczące szczotki różnych odmian pszenicy karłowatej, ewentualnie półkarłowatej (czyli nie dojrzewające daleko od wilgoci ziemi, suszone wiatrem i słońcem kłosy, lecz narażone na gnicie i pleśnie).
To niestety dopiero początek tej niewesołej opowieści….
Literatura:
„Dieta bez pszenicy.” William Davis,
wyd. Bukowy Las

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

 

Współpracujemy z

:)

ORVITA