ORKISZ LECZNICZY NA POLSKICH ZIEMIACH

Tak, to jest to, co po mojej głowie chodzi już jakiś czas – chcę Was zachęcić (jeśli macie, choćby kawałek, swojej ziemi – a jest to wielkie dobrodziejstwo) do siania orkiszu leczniczego!!
On już rośnie na polskich ziemiach, ale byłoby lepiej dla nas wszystkich, gdyby rosło go więcej…
Pamiętajcie, że jest to zboże, które ma bardzo małe wymagania, jeśli chodzi o warunki uprawy. Pisałam już o tym i pewnie przypomnę o tym jeszcze w kolejnym artykule, by -  Drodzy Czytelnicy – pozbawiać Was niepotrzebnych obaw, które mogą hamować zapał, czy otwarte myślenie – a szkoda by było…
Jeśli boicie się o zbyt, to strona naszego Towarzystwa pewnie Was jednak ośmiela i utwierdza w przekonaniu, że zainteresowanie tym orkiszem rośnie, więc rośnie też zapotrzebowanie na to zboże – jest coraz więcej świadomych klientów…  Poza tym można przecież na początek posiać go trochę. Wciąż przypomina mi się kawał, jak to zdziwiony i trochę przerażony przechodzień krzyczy do babiny, która obsypuje swe poletko ogromną ilością sztucznego nawozu: „Babciu! Co Wy robicie? Ileż Wy tego sypiecie?! Przecież to trucizna!” Na co babcia najspokojniej odpowiada, machnąwszy ręką: ”Ee! To nie do jedzenia! To na handel.”  Każdy sobie sam może dopowiedzieć, że „te- do jedzenia” miała w swoim małym ogródeczku, przy domeczku…
Czasem jakieś dobro można zaczynać od czegoś małego (a czasami nawet trzeba, bo się nie ma innych możliwości). Są różne sytuacje np. ktoś ma tylko małe pole, albo ma duże, ale „jest już zakontraktowany” inaczej… (przynajmniej na razie ).   Przecież jeśli ktoś posieje tylko trochę orkiszu – na małym polu, dla siebie i swojej rodziny (lub dogada się z sąsiadem i drugą rodziną) to już będzie jakieś wymierne dobro, chociaż dla tych kilku osób… Już ktoś zapozna się z tym zbożem (a przy okazji i otoczenie), posmakuje, odkryje korzyści zdrowotne, pozna dietetykę św. Hildegardy…  Czasami w odpowiednim kierunku trzeba zmierzać małymi kroczkami.
A poza tym, jeśli siejemy dla siebie – podobnie jak babcia – „nie paprzemy” tego chemią. To jest najpewniejsza rękojmia uczciwości. I znów przypomnę, że orkisz tego „sypania” w ogóle nie potrzebuje, w przeciwieństwie do współczesnych odmian pszenicy, które, bez takiej ludzkiej ingerencji, nie są w stanie istnieć!
Jednak już mieliśmy doświadczenia, że przekazane przez nas ziarno leczniczego orkiszu było „sypane” przez jakiegoś „pomysłowego Dobromira”, który oczywiście cieszył się, że zebrał dużo więcej niż się spodziewał, a my oczywiście od niego nie mogliśmy tego ziarna przyjąć…
Zresztą, trudne  zagadnienie „sypania” nie zamyka się w granicach naszego kraju, lecz jest problemem powszechnym, gdyż do tego wręcz zachęca, a nawet „zmusza” współczesna technologia rolnictwa ( by nie szukać daleko – wielokrotnie wspominana współczesna pszenica). Rolnicy, którzy teraz pomnażają plony, to najczęściej już pokolenie, które uczyło się rolnictwa zgodnie z ogólnym kierunkiem, w którym ono poszło, więc dewiza: „teraz jak nie posypiesz, to nie urośnie” nie jest im obca. Tu trzeba zmienić myślenie, przekroczyć schematy w których się tkwi, obawy, a to często nie jest łatwe. Przecież z tego samego powodu Niemcy zdecydowali chronić orkisz leczniczy znakiem jakości: „Dinkel nach Dr. Hertzka” („Orkisz według doktora Hertzki”), by konsumenci mogli być spokojny, że nabywany przez nich produkt jest rzeczywiście orkiszem leczniczym, czyli (przypominam) po pierwsze – jedną ze starych odmian tego zboża, po drugie – pochodzi z upraw ekologicznych. Niezmiernie ważne jest spełnienie obydwóch warunków. Dr. Strehlow otwarcie pisał o problemie, który pojawił się tak u niemieckich, jak i szwajcarskich rolników. Wszędzie mogą być ludzie, którzy decydują się robić coś uczciwie i analogicznie – tacy, którzy decydują się na nieuczciwość.
„Niestety zarówno w Szwajcarii, jak i w Niemczech pojawiają się ostatnio dążenia do zwiększenia plonów orkiszu poprzez stosowanie środków hodowlanych, nawożenia i pestycydów.(…) Nie możemy oczekiwać sukcesów w leczeniu, jeśli zastosujemy orkisz choćby częściowo zawierający szkodliwe substancje, które wywołują raka. Poza tym w przyszłości nie chcemy też psuć sobie apetytu agrochemią. Czystość orkiszu jest badana corocznie(…). Na podstawie doskonałych wyników analizy można uznać tak wyróżniony orkisz za produkt najwyższej jakości.”
Niemiecki krąg promujący dzieło św. Hildegardy wprowadził na rynek chronioną markę i niemieccy konsumenci przestali być wprowadzani w błąd. Podobnie musi być z polskimi konsumentami. Gdy Polskie Towarzystwo Przyjaciół św. Hildegardy z kimś współpracuje to oczywiście także bada i testuje ziarno. Z pewnością wspomniany „pomysłowy Dobromir” sprzeda swój orkisz, tym bardziej, że zboże to teraz stało się „modne”(przepraszam każdego miłośnika tej bajki, w sumie ten przemiły chłopiec wykazywał się kreatywnością w pozytywnym kierunku, tu zaś zmierza ona w przeciwnym..). Sprzedane przez niego ziarno – jednemu pomoże tylko połowicznie, drugiemu więcej zaszkodzi, niż pomoże i tak będzie się szerzyć dezinformacja, że „orkisz jest zły” (podobnie jak z tymi „orkiszowymi bułeczkami”, o których pisałam, co to mają w sobie 4% orkiszu, resztę pszenicy, ale już mogą nosić tę dumną nazwę).
Konkluzja nasuwa się sama: Drogi Czytelniku! Jeśli jesteś zainteresowany zasianiem leczniczego orkiszu lub chcesz kogoś tym zainteresować, opowiedzieć – to wspaniale!  Może „odwrócisz jakiś bieg” dotyczący Twojego zdrowia, może komuś pomożesz go odwrócić.  Jeśli chcesz siać go więcej lub chcesz to komuś podpowiedzieć, to pamiętaj, że przekazujesz mu nie tylko pewien pomysł na zarobek, ale też jakąś ideę.  Jestem przekonana, że jest ona związana z nadzieją wielu osób (myślę tu i o rolnikach – do których ciężkiej pracy mam duży szacunek – oraz ich rodzinach, i o innych konsumentach). To ziarno będą, być może, jeść ludzie, którzy świadomie chcą zadbać o swoje zdrowie, choć na razie żadna poważna choroba im nie dolega, ale też (a może przede wszystkim) ludzie chorzy, dzieci z alergią i różnymi zdrowotnymi problemami, ludzie nieraz wcześniej „naciągnięci”, oszukani, zmęczeni lub tacy, którzy walczą o życie z nowotworem…  Skoro podejmujesz decyzję w wolności, siejesz na własnej ziemi, wiesz też dla kogo i po co siejesz, podejmij ją przed sobą samym odpowiedzialnie.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

 

Współpracujemy z

:)

ORVITA