HILDEGARDA Z BINGEN




Hildegarda urodziła się 16 września 1098 w Rupertsbergu koło Bingen, stąd nazywana jest świętą Hildegardą z Bingen. Była dziesiątym dzieckiem w szlacheckiej rodzinie, dlatego - zgodnie z tradycją dziesięciny - została poświęcona Kościołowi. Ciężko przeżyła to „oderwanie” od rodziny. (Gdy, po wielu latach, sama została wybrana na przeoryszę – zabroniła takich praktyk. Nie kwestionowała oddawania dziecka na wychowanie i naukę, ale decyzja oddania swego życia Bogu przez wstąpienie do zakonu, według niej musi wynikać z wolnej i dojrzałej decyzji.) Ona sama także odkładała tą decyzję do właściwego – jej zdaniem – czasu.  Wtedy jeszcze nie wiedziano, że Hildegarda, od trzeciego roku życia, miała wizje w czasie których rozmawiała z Bogiem. Jedna z hipotez współczesnych biografów jest taka, że oddanie ośmioletniego dziecka było sposobem rodziców na „pozbycie się problemu”, gdyż dziewczynka musiała zachowywać się dziwnie, „nieprzystająco” do otoczenia.  Przygotowując się do życia w zakonie, w Disibodenbergu, Hildegarda otrzymała klasyczne wykształcenie. Dzięki wrodzonym zdolnościom do nauki i umiejętności wykorzystywania zdobytej wiedzy zyskała uznanie wśród sióstr. Gdy w 1136 r. zmarła dotychczasowa przeorysza - Judyta, Hildegarda jednogłośnie została wybrana na jej miejsce. Jako przeorysza zrobiła wiele dla swojego zakonu, ale musiała też wiele wycierpieć np. by mniszki nie mieszkały w jednym klasztorze z zakonnikami, spowodowała przeniesienie konwentu do klasztoru ufundowanego przez jej rodzinę, we wsi Rupertsberg (1150), gdzie panowały trudniejsze warunki, więc przeżyła opuszczenie przez bliską siostrę – przyjaciółkę, zresztą takich „opuszczeń” przeżyła więcej.  Czytając jej biografię widzimy jak wiele musiała przeżywać kryzysów, można nawet uczynić z niej „towarzyszkę od kryzysów”, a współczesna psychologia patrzy na wszelkie kryzysy jak na coś, co nie musi nas zniszczyć, lecz jest szansą zmian, choć – niejednokrotnie -  w dużym bólu i cierpieniu.                     Wcześniej (z powodu skromności, lęku przed inkwizycją ?) nie ujawniała swoich wizji. Zrobiła to dopiero jako przeorysza, gdy Bóg dał jej osiągnąć wysokie kobiecie stanowiska w Kościele, uzyskać uznanie w biskupstwach… W jednej z wizji usłyszała głos nakazujący jej spisywanie  tych nadprzyrodzonych doświadczeń. Zaczęło powstawać pierwsze dzieło Sci vias - "Poznaj ścieżki Pana", później kolejne. Była jedyną kobietą średniowiecza, która nauczała publicznie i w ogóle pierwszą, która uzyskała papieską zgodę na pisanie dzieł teologicznych (np. gdy specjalna, wysłana przez papieża Eugeniusza III , komisja, potwierdziła autentyczność cudów -  wybrane fragmenty wizji zostały przeczytane na synodzie w Trewirze). Hildegarda miała dar poznania tajemnic nieba i ziemi np. dowodziła, że człowiek ma w sobie cały wszechświat, ponieważ w ludzkim ciele znajdują się wszystkie składniki, z których jest on zbudowany – człowiek jest obrazem kosmosu i jednocześnie jest w jego centrum, obdarzony wielką miłością Stwórcy. Zbawiony przez Niego został uczyniony też panem stworzenia. Hildegarda wskazywała, że Bóg w przyrodzie zostawił człowiekowi lekarstwa na wszystkie choroby. Jednocześnie pisała, że choroby wynikają z nieuporządkowania - braku harmonii, w której człowiek powinien żyć. Jest on częścią stworzenia i dlatego winien żyć w zgodzie z rytmem natury, a nie wbrew jej prawom. Mamy dbać o swoją „tunikę” – jak pięknie nazywała ludzkie ciało. Opisała też jak nieporządek duchowy „przekłada się” na poszczególne choroby: precyzyjnie ukazała jakie wady predestynują człowieka do jakich chorób i jakie – przeciwne im cnoty – należy w sobie rozwijać, by powracać do harmonii (czyli zamiast walczyć z wadami – rozwijać cnoty!). Podpowiadała też jak pomóc schorowanemu ciału powrócić do zdrowia korzystając z tych uzdrawiających darów natury np. opisała wiele gatunków roślin, pod kątem ich leczniczych właściwości, receptury sporządzania mieszanek, nalewek na różne schorzenia, ale też właściwości minerałów, metali...  Jej pisma zawierają więc m.in. wiedzę dietetyczną, ziołoleczniczą , medyczną. W dużym stopniu zapomniane, zostały na nowo odkryte przez Dr Gottfrieda Hertzka, który zachwycił się ich niezwykłą mądrością i skutecznością (on z kolei był nauczycielem znanego w Polsce specjalisty od medycyny Hildegardowej, dr. Wigharda Strehlowa, autora licznych bestsellerów). Jeszcze pełniejszy renesans zainteresowania jej spuścizną przyniósł pamiętny – zwłaszcza dla Benedyktynek, ze  zgromadzenia których wywodziła się święta, ale i dla całego Kościoła -  dzień 7 października 2012 roku, kiedy to papież Benedykt XXVI ogłosił św. Hildegardę Doktorem Kościoła. Na naszym blogu w szczególności będziemy zapoznawać Czytelników z praktyczną wiedzą dietetyczną, ziołoleczniczą, z pewnością także medyczną naszej Świętej, jednak pamiętajmy, że była ona też filozofem, teologiem, kosmologiem, egzorcystką, kompozytorem (np. dzięki przychylności papieża mogła sobie pozwolić na „zawoalowaną” krytykę duchowieństwa, ale i domagać się większego uznania roli kobiet i w tym duchu stworzyła sztukę „Ordo virtutum” do której skomponowała muzykę). Jej dzieła ukazują, że np. przeczuwała istnienie prawa powszechnego ciążenia, czy zasady rozpraszania energii…   Można by rzec: „kobieta – orkiestra”, czy: „ człowiek renesansu” w głębi średniowiecza. Ona zaś skromnie mówiła o sobie, że jest piórkiem w ręku Boga. Dlatego zachęcam do poznawania jej niesamowitych pism filozoficznych, teologicznych… Zmarła 17 września 1179 r. w klasztorze w Rupertsbergu,  czyli dzień po swoich urodzinach, jako leciwa staruszka. Wiek 81 lat może nam, którzy żyjemy w „wygodnych” czasach, nie wydaje się rekordowy, jednak wtedy średnia wieku była krótsza – warunki życia były ciężkie, panowały zarazy… Można sobie wyobrażać, że ta wielka święta, Doktor Kościoła, była jakąś kobietą – herosem, ale prawda jest inna, była przecież dziesiątym dzieckiem, słabym i schorowanym. Stała się pięknym obrazem tego, że „moc w słabości się doskonali”.  Mi jest to szczególnie bliskie i dla nas wszystkich pełne nadziei: można mieć słabe zdrowie a jednak, świadomie wzmacniając „słabsze strony” swojego ciała (układy, narządy) można przez długie lata szczęśliwie spełniać swe codzienne zadania.
Ktoś kto tak bardzo wyprzedzał swoją epokę oczywiście musiał mieć życie pełne cierpień, ale i musiał wnieść wiele w życie ludzi, w całą historię…  Jan Paweł II powiedział, że św. Hildegarda „była światłem dla ludzi jej czasów, które świeci jeszcze mocniej dzisiaj.”  Chyba wszyscy czujemy, że to nie przypadek, że ta, w dużej mierze, zapomniana święta, została odkryta na nowo właśnie teraz, właśnie dla nas!  Z ziemi robimy śmietnik, w naszym życiu też często panuje bałagan, odżywiamy się „śmieciowo” (św. Hildegarda w swych wizjach widziała ten przyszły, a nam współczesny, stan rzeczy), choroby cywilizacyjne, nowotwory „szaleją”, medycyna często zawodzi, niejednokrotnie pogarsza i tak mocno nadwątlone zdrowie… święta Hildegarda przychodzi z podpowiedzią, a właściwie z szeregiem podpowiedzi: jak wrócić do harmonii.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

 

Współpracujemy z

:)

ORVITA