RHODANID SUBSTANCJA NIEZBĘDNA DO ŻYCIA




Czym, zatem, jest ta tajemnicza substancja, o której, niemalże „czarodziejskich”, właściwościach można przeczytać w książkach „hildegardowych” lekarzy promujących orkisz (w moich artykułach, też, chyba kilkakrotnie, przewijała się ta nazwa, bez dłuższych wyjaśnień, gdyż kontekst był inny…) : Rhodanid (in. thiocyanad, czy w wersji spolszczonej: tiocyjanian), lub po prostu: cyjanowodór (dla wnikliwych i chemików – związek chemiczny siarki, węglowodoru i azotu) – normalnie związek toksyczny, jednak w żywych organizmach występujący w postaci związanej, działającej m.in. silnie stymulująco na układ odpornościowy, przeciwnowotworowo, antytoksycznie (odtruwająco), witalizująco (pobudzająco do życia) – pobudza komórki do wykonywania ich funkcji życiowych…
Jako pierwszy, odkrył go w orkiszu dr Weuffen i badał jego błogosławiony wpływ na żywe organizmy (szczególnie – wspomniany – układ odpornościowy: zwierzęta z wysokim poziomem Rhodanidu najszybciej pokonywały infekcję). Okazuje się, że nie ma na świecie żywego organizmu (roślinnego ani zwierzęcego), który nie zawierałby tiocyjanianu, gdyż jest on niezbędny do życia. Podobnie jest z organizmem człowieka: im wyższy mamy w organiźmie poziom tiocyjanianu, tym trudniej jakiejkolwiek infekcji „zagościć” w naszym ustroju. Substancja to jest obecna już w naszej ślinie – więc już tu może zacząć się walka z nieproszonymi gośćmi. Człowiek może sam wytwarzać thiocyanad, jednak w ilościach niewystarczających do pełnej obrony organizmu (ok. 40%), czyli pozostałe 60% powinien uzupełnić pokarmem. Normalnie płyn ustrojowy zawiera 2 – 3 mg tiocyjanianu / l surowicy (i organizm stara się utrzymać ten poziom, co jest najlepszym dowodem, że jest to biologicznie ważny czynnik), jednak w przypadku infekcji, stresu czy innego obciążenia ilość ta , w krótkim czasie, wzrasta do 10 – 20 mg, a czasem nawet 25mg/ l surowicy. Im sprawniej działa ten mechanizm, tym, oczywiście, organizm jest odporniejszy, bardziej stabilny jest stan jego zdrowia.
Jednostronne odżywianie, czy żywność typu fast – food prowadzi do niedoboru tiocyjanianu (więc i obniżonej odporności), zaś substancje konserwujące częściowo niszczą tiocyjanian i zabijają przeciwciała w naszych jelitach (przykład jak „mało – świadomym” odżywianiem możemy rozkładać na łopatki własne wojsko).
Dieta oparta na warzywach, orkiszu i owocach zapewnia optymalnie wysoki poziom Rhodanidu w komórkach naszego ciała.
Zajmijmy się jeszcze jego obecnością w najlepszym ze wszystkich zbóż. Orkisz zawiera wiele tej substancji. Znów najchętniej posłużę się tu słowami dr Strehlowa:
„Greifswaldzki profesor, dr Wolfgang Weuffen, odkrył w orkiszu Rhodanid (…), naturalny czynnik wzrostu. Rhodanid charakteryzuje się znaczącym działaniem medycznym i biologicznym. Między innymi jest w stanie stymulować tworzenie komórek macierzystych, z których organizm może tworzyć wszystkie inne komórki: rozrodcze, krwiotwórcze, mięśniowe, nerwowe, komórki układu immunologicznego – by wymienić tylko te najważniejsze. Nie istnieją komórki, których wzrostu orkisz nie wspiera. Rhodanid pobudza nawet wzrost włosów i paznokci. Ponadto jest on endogennym „antybiotykiem”, występującym w cieczy łzowej, wydzielinie z nosa, ślinie i krwi, aby chronić organizm przed wszelkimi infekcjami. Karmiąca matka przekazuje Rhodanid w swoim mleku, wzmacniając w ten sposób siły obronne noworodka. Rhodanid działa antyalergicznie i stanowi olbrzymią zaletę orkiszu, którą uwzględnia się w leczeniu alergii pokarmowych. Ponadto dieta oparta na orkiszu chroni przed rakiem, ponieważ Rhodanid tak stabilizuje ścianki komórek, że substancje wywołujące raka nie maja szans na przeniknięcie przez błony komórkowe.”
Badania pokazały, że duża ilość Rhodanidu występuje w warzywach kapustnych. Należy jednak pamiętać, że św. Hildegarda przestrzegała przed kapustą:
„Tylko zdrowi, którzy nie są bardzo grubi, dzięki swoim siłom mogą strawić kapustę. W przypadku ludzi otyłych jest ona szkodliwa, bowiem sprawia, że ich ciało jeszcze bardziej nabrzmiewa. Równie szkodliwa jest dla chorych (…) kapusta bardziej zwiększa ilość złych soków niż ją zmniejsza.” Zresztą obok kapusty i białej kapusty, także kalafior nie jest wysoko ceniony w kuchni św. Hildegardy: „ich sok do niczego się nie nadaje. Powstają z nich stany osłabienia, bowiem szkodzą one słabym trzewiom.”
Stąd możemy wysnuć wniosek, że dla dziarskich naszych prababć i pradziadów, być może była ona pożywnym pokarmem, ale obecnie któż z nas ma zdrowe jelita, a nie „słabe trzewia”? Na pewno kiszona kapusta – przetrawiona już przez – jak je nazywamy – „dobre bakterie” i będąca zarazem ich źródłem dla naszego przewodu pokarmowego, jest bardziej pożyteczna dla nas (i zawiera wiele tiocyjanianu). Wsłuchując się w słowa świętej, nie każdy z takiej strawy skorzysta, ci, zaś, którzy są przekonani, że mają ”mocne trzewia” a przy tym bardzo lubią kapustę niech jedzą ją z umiarem. Pamiętajmy, że niestrawiony, zalegający, a w efekcie gnijący w naszych jelitach pokarm, raczej niszczy naszą florę jelitową, niż ją buduje, a poza tym – i to jest głównie uwaga dla osób z gr. krwi 0 – kapusta i kalafior osłabiają tarczycę, a ona jest „piętą achillesową” najczęściej tych właśnie osób.
Jednak możemy w kuchni używać warzyw kapustnych lepiej trawionych: brokułów, kalarepki, czy zapomnianego już często jarmużu (a przecież jest taki bogaty w żelazo i in. składniki mineralne oraz witaminy).
by Anna Wyszyńska

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

 

Współpracujemy z

:)

ORVITA